Siedzę sobie przed lapkiem jak gdyby nigdy nic, a tu nagle rozlega się piękny dźwięk, którego już nie słyszałam od dobrych kilku lat. Mianowicie klekotanie. Dało mi to więcej radości niż można sobie wyobrazić. Przywołało wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to te dwa przebrzydłe bociany były na moim gnieździe co rok. Teraz pewnie to też chwilowe, bo nawet im się już Czelin przestał podobać, a konkretniej GNIAZDO. Były tu zawsze, a ostatnie dwa (?) lata nie było ich wcale. Nie wiem czego symbolem są bociany, ale czasem mi się śnią. I dla mnie są oznaką niewinności. Może przestały przylatywać, bo moja cholerna niewinność zwyczajnie zniknęła. Tak, może tak być.
Ach, ten taniec godowy. Jak ja kocham tą wiochę!
2. Zamykam okno, bo konie zaczęły rżeć.
Ta pora roku jest najpiękniejszą. Zazdrośćcie mieszczuchy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz